Po meczu Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok kibice wychodzący z trybun stadionu im. Floriana Krygiera mogli czuć ogromne rozczarowanie. Zresztą to chyba jedno z bardziej delikatnych uczuć, jakie można by wymienić po takim spotkaniu. Portowcy mieli dużą przewagę, oddali łącznie aż 35 strzałów. Oczekiwanie na gola sięgnęło u nich aż 3,80 xG. Była poprzeczka, były spektakularne obrony 19.-letniego Miłosza Piekutowskiego. To właśnie on został wybrany MVP tej rywalizacji. Zamiast potrzebnych 3 punktów, 8. porażka tylko w jednej rundzie. Szczecinianie spadli już na 13. miejsce.
Zaczęło się jednak bardzo źle. Pogoń dość szybko naraziła się na zabójczą kontrę, po której jako pierwsza straciła bramkę. Ruszył do niej Dimitris Rallis. Wbiegł swobodnie w pole karne. Prostym zwodem minął prawego obrońcę i przymierzył płaskim kopnięciem oszukał Valentina Cojocaru. To pobudziło miejscowych, którzy zaczęli coraz bardziej zagrażać bramce Jagielloni.
Niestety dla gospodarzy, Piekutowski już przy pierwszej poważnej próbie pokazał, że łatwo nie da się pokonać. Nie miał szans dopiero w 27. minucie, kiedy to Kamil Grosicki otrzymał kapitalne podanie z prawego skrzydła od Adriana Przyborka. Kapitan uderzył w taki sposób, że piłka musnęła jeszczewewnętrzną część słupka i zatrzepotała w siatce. Od tamtej pory atak sunął za atakiem. Dość powiedzieć, że przed przerwą Pogoń oddała aż 21 strzałów. Bramka wisiała w powietrzu. Nic jednak wpaść nie chciało. I nie wpadło. Po zmianie stron ponownie to Portowcy byli bardzo blisko zmiany wyniku meczu. Sam Grosik łącznie próbował jeszcze 5 razy. Więcej miał Przyborek. Wiele zamętu czynił także Rajmund Molnar. W pewnym momencie wydawało się, że zaraz zrobi się 2:1 dla szczecinian. Jeden strzał został zablokowany, drugi również, za trzecim piłka spadła na poprzeczkę. Końcowe minuty okazały się dramatem. Pogoń miała 2 rzuty rożne. Zaryzykowała. Za drugim razem piłkę w pole karne próbował wstrzelić Grosicki. Zrobił to jednak fatalnie, bo nabił rywala, który natychmiast uruchomił kontrę. Rumun zdołał obronić strzał Jesusa Imaza, ale przy dobitce Oskara Pietuszewskiego nie mógł już nic zrobić. Porażka po dobrym meczu stała się faktem.
źródło: własne
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||