Równia pochyła w dół
Miało być łatwe zwycięstwo, a zobaczyliśmy kolejną fatalną porażkę. Piłkarze szczecińskiej Pogoni ulegli dziś na własnym stadionie zespołowi z samych nizin ligowej tabeli - LSK-owi z Niecieczy, miejscowości liczącej sobie tylko nieco ponad 700 mieszkańców.
Tym samym Portowcy sami niebezpiecznie zbliżyli się do strefy spadkowej, a perspektyw na lepszą postawę w rozgrywkach nie widać, bo Pogoń nie prezentuje właściwie żadnego stylu. Już początek spotkania pokazał, że goście wcale nie zamierzali tylko bronić dostępu do własnej bramki i to oni w pierwszym kwadransie częściej starali się konstruować akcje. Szczególnie niebezpiecznie było na lewej stronie, gdzie bez większych przeszkód szarżował Marcin Szałęga, tyle, że jeszcze bez konsekwencji dla Pogoni. Szczecinianie oddali swój pierwszy strzał w spotkaniu w 13 minucie, ale ten większych szkód rywalom nie wyrządził. Kilka minut później podopieczni Macieja Stolarczyka wykonywali rzut rożny, z którego mogła paść bramka. Wycofaną piłkę przed pole karne Bartosz Ława uderzył mocno po ziemi, lecz niecelnie. Po jednym z kolejnych rzutów rożnych sam wykonawca - Piotr Petasz trafił w poprzeczkę. To była chyba ostatnia z szans gospodarzy na strzelenie gola w tej odsłonie meczu.
W 28 minucie gry stało się to, czego mogliśmy się spodziewać, bo LKS groźnie kontratakował. Po jednej z akcji i zamieszaniu w polu karnym Portowców do piłki dopadł Piotr Trafarski i ładnym uderzeniem w długi róg bramki pokonał Radosława Janukiewicza.
Na gospodarzy stracony gol nie podziałał specjalnie motywująco. Do ostatniej minuty tej połowy Pogoń nie stworzyła sobie dobrej okazji do wyrównania, a w związku z tym gospodarzy schodzących na przerwę pożegnały sowite gwizdy. Do 57 minuty po wznowieniu z boiska wiało nudą i nieudolnością, a przecież nie tak powinna wyglądać gra zespołu, który przed sezonem jednym tchem wymieniany był w gronie kandydatów do awansu, w dodatku w spotkaniu z tak mało renomowanym rywalem na własnej murawie przegrywając jedną bramką. Właśnie w tym momencie sprawy w swoje nogi zdecydował się wziąć Petasz, który uderzył futbolówkę z przeszło 35 metrów w swoim stylu (szkoda tylko, że dopiero w 15 kolejce) i trafił w krotki górny róg bramki przyjezdnych. Niewątpliwie gol wlał odrobinę nadziei w serca niewielkiej grupy zgromadzonych na stadionie kibiców, bo ci, mimo wyniku starali się dopingować głośniej i bardziej żywiołowo. Na niewiele się to jednak zdało. Wprawdzie w 65 minucie gry mieliśmy ciekawą akcję ze strony Pogoni, ale niestety z kilku metrów Marcin Dymkowski trafił w bramkarza. Później było już tylko gorzej. Goście zwietrzyli swoją szansę w beznadziejnie grających przeciwnikach i w 73 minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego tuż za polem bramkowym piłkę pod same nogi dostał niedawno wprowadzony na plac gry Sebastian Ryguła. Zawodnik bez wahania uderzył mocno prawą noga po ziemi, w konsekwencji czego na tablicy świetlnej pojawił się wynik 1:2. Znów Pogoń nie rzuciła się do ataku i została za to skarcona. W 83 minucie kropkę nad 'i' postawił Łukasz Cichos także po dokładnym dośrodkowaniu z narożnika boiska, tym razem jednak strzałem głową. Po tej bramce gospodarze próbowali jeszcze pokazać, że wyśpiewywane na trybunach tezy o braku ambicji zawodników w granatowo-bordowych trykotach nie są prawdziwe, ale wychodziło to co najmniej nieudolnie. Piłkarze Pogoni przegrali zasłużenie. Kibiców, jak i pewnie samego szkoleniowca oraz działaczy martwi pewnie nie tyle fakt kolejnej porażki, co braku jakiegokolwiek pomysłu na grę. Maciej Stolarczyk na pomeczowej konferencji prasowej przyznał jednak, że poddawać się nie zamierza.
ďż˝rďż˝dďż˝o: własne
relacjďż˝ dodaďż˝: flora |
|